To już czwarta Niedziela dla Włosów na moim blogu! Jako, że ostatnio moje włosy zaprzyjaźniły się z glonami, postanowiłam dosypać spiruliny do maski. Ale od początku...
Oto efekty:
Włosy są miękkie i lekkie, ładnie się błyszczą, czego niestety nie widać na zdjęciu, bo za oknem szaro (swoją drogą, Wy też czujecie, że idzie już jesień?)
Ale to nie wszystko. Chciałabym pokazać Wam jak zmieniło się moje podejście do planowania. Jestem osobą, która ma tzw. słomiany zapał. Nie inaczej było z dbaniem o włosy. Zaczęło się z rozmachem, a skończyło po tygodniu, pozwalając na powrócenie stałych, szkodliwych włosowych nawyków. Dziś jest inaczej. Jakiś czas temu dostałam wyjątkowy, ręcznie robiony notes, w którym postanowiłam zapisywać wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy. Wpadłam na pomysł planowania pielęgnacji. Wykorzystałam notes, który noszę ze sobą wszędzie. Wygląda on tak:
Podzieliłam go na dwie części: organizacyjną i inspiracyjno-sentymentalną :P W tej pierwszej na kartkach oznaczyłam dni miesiąca. Zapisuję w niej z tygodniowym wyprzedzeniem plan pielęgnacji włosów i nie tylko. Również wszystkie sprawy do załatwienia w danym tygodniu. To trzyma mnie w ryzach i pozwala na odhaczanie wykonanych zadań. Pewnie wiele z Was poradzi mi używanie kalendarzy, organizerów i innych tego typu narzędzi. Używałam. Ale - jak już wcześniej wspomniałam - mam słomiany zapał. Po tygodniu skrzętnego zapisywania w nich spraw do załatwienia, lądowały w szufladzie. Aż do zakupu nowego kalendarza. A więc u mnie się one nie sprawdziły.
W czym więc tkwi fenomen notesu? Pierwszym plusem jest rozmiar. Mieści się do każdej torebki, a przy dobrych wiatrach, można go nawet schować w kieszeni. To pozwala nie rozstawać się z nim nawet na krok. Ostatnio był ze mną w Krakowie.
Druga jego zaleta to uniwersalność i elastyczność. Mam przed sobą mnóstwo pustych kartek, które mogę zapisywać i organizować tak, jak tylko rzewnie mi się podoba.
Po trzecie - wytrwałość. Notesowi nie przyszło istnieć w sprzyjających warunkach, w końcu noszę go w torebce, więc przewala się w niej wśród tysiąca innych przedmiotów. Bez żadnego szwanku. Wydaje mi się, że to kwestia ręcznego szycia.
No i najważniejsze. Jest handmade, spersonalizowany i niepowtarzalny. Gdyby nie był ładny, nie chciałoby mi się w nim pisać ;) No i wszyscy o niego pytają.
Pana Kajetnika oraz jego piękne notesy można znaleźć (i zamówić) tutaj:
Polecam tym, którzy lubią otaczać się wyjątkowymi i przydatnymi przedmiotami, bo taki notes jest świetnym miejscem do włosowych zapisków :)





Ja również prowadzę notesik, w którym notuję moje włosowe poczynania ;-)
OdpowiedzUsuńteż muszę zacząć robic notatki, żeby w końcu wyciągać wnioski i ruszyć z kopyta z pielęgnacją :)
OdpowiedzUsuńu mnie to zadziałało! wcześniej pielęgnowałam włosy w tzw. zrywach, teraz udaje się to robić systematycznie :)
Usuń