Niesamowicie trudno mi opisać moją włosową historię, bo mam
wrażenie, że na głowie miałam już właściwie wszystko. Zacznę może – jak to
zwykle się czyni – od początku. Urodziłam się z włosami czarnymi jak smoła,
które już w pierwszym roku zmieniły kolor na jaśniutki blond. Już od
najmłodszych lat były one cieniutkie i delikatne. Mama myła mi je szamponami
dla dzieci i takimi zwyklakami, familijnymi, pokrzywowymi.
Jako dziecko obcinano
mnie na chłopaka (Mama uważała, że dzięki temu włosy staną się grubsze), co –
jak pamiętam – okropnie mnie denerwowało i zawstydzało, zwłaszcza, gdy nazywano
mnie chłopcem. Przez ten czas włosy zmieniły kolor na ciemny, mysi blond.
jakość zdjęcia nie powala, ale przynajmniej widać kolor włosów
W
zerówce zaczęło się zapuszczanie, by włosy zdążyły podrosnąć do I Komunii Św.
Na tej uroczystości jako jedna z niewielu dziewczynek miałam koczka, bo włosów
nie dało się w żaden sposób nakręcić, a rozpuszczone wyglądały mało
efektownie.
W III klasie włosy zostały obcięte do linii brody, co
wyglądało całkiem ładnie i rozwiązywało codzienny poranny problem plecenia
dobieranych warkoczy i koron. Ale włosy rosły (teraz po zdjęciach widzę, że
dość szybko) a ja nic z nimi nie robiłam. W gimnazjum uparłam się na krótkie,
cieniowane włosy. Pamiętam że uwielbiałam wtedy Anię Dąbrowską, a ona miała
tego typu fryzurę. Włosy rosły, a ja co chwilę latałam do fryzjera i je
skracałam. Używałam jakichś reklamowanych szamponów (najczęściej Schauma i
Timotei) i nic poza tym. Pamiętam, że niegdyś kupiłam sobie szampon Garniera, a
już po I użyciu dostałam okropnego łupieżu i musiałam walczyć z nim Nizoralem.
Potem nadszedł czas na zapuszczanie włosów.
Żadnego podcinania końcówek, włosy pozostawione same sobie rosły, ale zaraz się
łamały. Pamiętam, że kupiłam szampon i odżywkę pantene pro v, bo wierzyłam, że
poskleja połamane końcówki. Czasami prostowałam włosy, bo zaczęły się puszyć.
Stawały się wtedy takie gładkie, ale wystarczyła kropla deszczu i znów wracał
puch i kołtuny.
W wieku 17 lat znudził mi się mój mysi kolor i zaczęłam eksperymenty
z szamponetkami (bo podobno miały nie niszczyć włosów). Zaczęłam ekstremalnie – góra czarna, a pod spodem czerwień.
Oczywiście napis „do 8 myć” okazał się być bzdurą, bo rude pozostałości koloru
trzymały się jakieś pół roku, jeśli nie dłużej…
W wakacje przed maturą przyjaciółka zaciągnęła mnie do
fryzjera i każda z nas obcięła jakieś 20-30cm włosów. Od fryzjerki wyszłyśmy w
modnych wtedy bobach i z pasemkiem na grzywce. Pamiętam, że bardzo fajnie
czułam się w tej fryzurce. Włosy wydawały się być gęstsze i zdrowsze.
Potem przyszła studniówka, na którą pofarbowałam włosy farbą
na czarno. Włosy nie były jeszcze
długie, ale jakoś udało się z nich zrobić koka. Pamiętam, jak fryzjerka
przeklinała, że po siedzeniu 2,5h w wałkach włosy były proste jak druty.
Kolor
czarny długo nie zagrzał miejsca na mojej głowie, bo zaraz po najdłuższych
wakacjach, a dzień przed rozpoczęciem studiów moja przyjaciółka rozjaśniła mi
włosy do żółto-białości, pofarbowała farbą CASTING bursztyn na czerwono-rudo i
obcięła na boba. Efekt mi się podobał, ale odkryłam w sklepie farbę Joanna
Płomienna Iskra. Od wtedy zaczęłam comiesięczne farbowanie odrostów i całości
(bo kolor blakł po tygodniu). I tak przez jakiś rok.
Potem znów zaczęło się
zapuszczanie, farbowanie na brąz i powroty do rudego (ale najpierw
rozjaśnianie). W końcu moje włosy były w tragicznym stanie. Zaczęły garściami
wypadać. Postanowiłam zafarbować je na kolor zbliżony do mojego naturalnego
ciemnego blondu, by nie musieć męczyć włosów farbowaniem co miesiąc. Z pomocą
przyszła mi farba Syoss Oleo Intense, po użyciu której stan moich włosów uległ
nieznacznej poprawie, jednak kolor szybko się wypłukiwał do odcienia rudego blondu, a końcówki nadal łamały się jak szalone.
W międzyczasie zaczęłam interesować się tematem pielęgnacji
włosów i trafiłam na bloga Anwen i kilku
innych Włosomaniaczek. Następnie przyszedł czas na czytanie porad na Wizażu i postanowiłam bardziej świadomie zająć się swoimi włosami.
Zaczęłam od picia drożdży i nagle skończył się problem
wypadających włosów. Następnie doszedł Jantar i zapomniałam o swoich zakolach.
W styczniu 2014 postanowiłam zaszaleć i na mojej grzywce i kilku innych pasmach
pojawiły się pawie kolory: zieleń i niebieski (Elumen, Goldwell) nałożone przez
fryzjera. Kolor utrzymał się dość długo, jednak po jakimś czasie zaczął mi
przeszkadzać, ponieważ szukałam pracy i chciałam wyglądać nieco bardziej
poważnie ;). Pofarbowałam więc włosy ww. Syossem, kolor średni blond, który
zakrył pasma, jednak spłukał się dość prędko i na nowo się one ujawniły.
W marcu postanowiłam, że to było moje ostatnie farbowanie i
wracam do swojego naturalnego ciemnego blondu. Od tamtej pory postanowiłam też
zapuszczać włosy i bardziej o nie dbać. Kupiłam maski Biovax (Keratyna i
jedwab, do włosów przetłuszczających się i do włosów skłonnych do wypadania),
szampon pokrzywowy Farmony, nowy zapas Jantaru i zaczęło się.
W tym momencie wygląda to tak:
Produkty jakich teraz używam to:
Szampony: Czarne mydło Babuszki Agafii, Babydream, Love2Mix - pomarańcza i chilli, Farmona - pokrzywa i łopian
Odżywki: Nivea Long Repear,
Maski: Biovax Keratyna i Jedwab, Biovax do włosów przetłuszczających się, Biovax do włosów ze skłonnością do wypadania, Love2Mix - pomarańcza i chilli, drożdżowa maska Babuszki Agafii,
Wcierki: Jantar
Zabezpieczanie końcówek: Jedwab w płynie Green Pharmacy
Płukanki: kawowa
Oleje: Babydream fur mama, oliwa z oliwek, olej arganowy, olej konopny, olej rycynowy, olej łopianowy Green Pharmacy, oliwa z oliwek z dodatkiem papryki chilli
Suplementacja: Skrzypowita
Pielęgnacja:
Suszenie: staram się go unikać, ewentualnie suszę zimnym nawiewem
Czesanie: na sucho, Tangle Teezer
Spanie w suchych włosach związanych w koczka-ślimaka. Wiązanie włosów na codzień, by uniknąć łamania końcówek











Ciekawa metamorfoza, Twoje włosy sporo przeszły, ale widać że obecna pielęgnacja bardzo im służy :)
OdpowiedzUsuńto dopiero początek pielęgnacji, więc mam nadzieję, że włosy w końcu staną się zdrowe i przestaną tak niemiłosiernie łamać i rozdwajać :)
UsuńDużo eksperymentów kolorowych bylo, w niebieskich pasmach wyglądałaś super. Ale dobrze ze jednak decydujesz sie na naturalnosc
OdpowiedzUsuń