piątek, 25 lipca 2014

Moja włosowa historia



Niesamowicie trudno mi opisać moją włosową historię, bo mam wrażenie, że na głowie miałam już właściwie wszystko. Zacznę może – jak to zwykle się czyni – od początku. Urodziłam się z włosami czarnymi jak smoła, które już w pierwszym roku zmieniły kolor na jaśniutki blond. Już od najmłodszych lat były one cieniutkie i delikatne. Mama myła mi je szamponami dla dzieci i takimi zwyklakami, familijnymi, pokrzywowymi.




 Jako dziecko obcinano mnie na chłopaka (Mama uważała, że dzięki temu włosy staną się grubsze), co – jak pamiętam – okropnie mnie denerwowało i zawstydzało, zwłaszcza, gdy nazywano mnie chłopcem. Przez ten czas włosy zmieniły kolor na ciemny, mysi blond. 



jakość zdjęcia nie powala, ale przynajmniej widać kolor włosów

W zerówce zaczęło się zapuszczanie, by włosy zdążyły podrosnąć do I Komunii Św. Na tej uroczystości jako jedna z niewielu dziewczynek miałam koczka, bo włosów nie dało się w żaden sposób nakręcić, a rozpuszczone wyglądały mało efektownie.  

W III klasie włosy zostały obcięte do linii brody, co wyglądało całkiem ładnie i rozwiązywało codzienny poranny problem plecenia dobieranych warkoczy i koron. Ale włosy rosły (teraz po zdjęciach widzę, że dość szybko) a ja nic z nimi nie robiłam. W gimnazjum uparłam się na krótkie, cieniowane włosy. Pamiętam że uwielbiałam wtedy Anię Dąbrowską, a ona miała tego typu fryzurę. Włosy rosły, a ja co chwilę latałam do fryzjera i je skracałam. Używałam jakichś reklamowanych szamponów (najczęściej Schauma i Timotei) i nic poza tym. Pamiętam, że niegdyś kupiłam sobie szampon Garniera, a już po I użyciu dostałam okropnego łupieżu i musiałam walczyć z nim Nizoralem.




Potem nadszedł czas na zapuszczanie włosów. Żadnego podcinania końcówek, włosy pozostawione same sobie rosły, ale zaraz się łamały. Pamiętam, że kupiłam szampon i odżywkę pantene pro v, bo wierzyłam, że poskleja połamane końcówki. Czasami prostowałam włosy, bo zaczęły się puszyć. Stawały się wtedy takie gładkie, ale wystarczyła kropla deszczu i znów wracał puch i kołtuny.


 W wieku 17 lat znudził mi się mój mysi kolor i zaczęłam eksperymenty z szamponetkami (bo podobno miały nie niszczyć włosów). Zaczęłam ekstremalnie – góra czarna, a pod spodem czerwień. Oczywiście napis „do 8 myć” okazał się być bzdurą, bo rude pozostałości koloru trzymały się jakieś pół roku, jeśli nie dłużej…




W wakacje przed maturą przyjaciółka zaciągnęła mnie do fryzjera i każda z nas obcięła jakieś 20-30cm włosów. Od fryzjerki wyszłyśmy w modnych wtedy bobach i z pasemkiem na grzywce. Pamiętam, że bardzo fajnie czułam się w tej fryzurce. Włosy wydawały się być gęstsze i zdrowsze.




Potem przyszła studniówka, na którą pofarbowałam włosy farbą na czarno. Włosy nie były jeszcze  długie, ale jakoś udało się z nich zrobić koka. Pamiętam, jak fryzjerka przeklinała, że po siedzeniu 2,5h w wałkach włosy były proste jak druty.


Kolor czarny długo nie zagrzał miejsca na mojej głowie, bo zaraz po najdłuższych wakacjach, a dzień przed rozpoczęciem studiów moja przyjaciółka rozjaśniła mi włosy do żółto-białości, pofarbowała farbą CASTING bursztyn na czerwono-rudo i obcięła na boba. Efekt mi się podobał, ale odkryłam w sklepie farbę Joanna Płomienna Iskra. Od wtedy zaczęłam comiesięczne farbowanie odrostów i całości (bo kolor blakł po tygodniu). I tak przez jakiś rok.


 Potem znów zaczęło się zapuszczanie, farbowanie na brąz i powroty do rudego (ale najpierw rozjaśnianie). W końcu moje włosy były w tragicznym stanie. Zaczęły garściami wypadać. Postanowiłam zafarbować je na kolor zbliżony do mojego naturalnego ciemnego blondu, by nie musieć męczyć włosów farbowaniem co miesiąc. Z pomocą przyszła mi farba Syoss Oleo Intense, po użyciu której stan moich włosów uległ nieznacznej poprawie, jednak kolor szybko się wypłukiwał do odcienia rudego blondu, a końcówki nadal łamały się jak szalone.



W międzyczasie zaczęłam interesować się tematem pielęgnacji włosów i trafiłam na bloga Anwen  i kilku innych Włosomaniaczek. Następnie przyszedł czas na czytanie porad na Wizażu i postanowiłam bardziej świadomie zająć się swoimi włosami.
Zaczęłam od picia drożdży i nagle skończył się problem wypadających włosów. Następnie doszedł Jantar i zapomniałam o swoich zakolach. W styczniu 2014 postanowiłam zaszaleć i na mojej grzywce i kilku innych pasmach pojawiły się pawie kolory: zieleń i niebieski (Elumen, Goldwell) nałożone przez fryzjera. Kolor utrzymał się dość długo, jednak po jakimś czasie zaczął mi przeszkadzać, ponieważ szukałam pracy i chciałam wyglądać nieco bardziej poważnie ;). Pofarbowałam więc włosy ww. Syossem, kolor średni blond, który zakrył pasma, jednak spłukał się dość prędko i na nowo się one ujawniły.


W marcu postanowiłam, że to było moje ostatnie farbowanie i wracam do swojego naturalnego ciemnego blondu. Od tamtej pory postanowiłam też zapuszczać włosy i bardziej o nie dbać. Kupiłam maski Biovax (Keratyna i jedwab, do włosów przetłuszczających się i do włosów skłonnych do wypadania), szampon pokrzywowy Farmony, nowy zapas Jantaru i zaczęło się.

W tym momencie wygląda to tak:


Produkty jakich teraz używam to:

Szampony: Czarne mydło Babuszki Agafii, Babydream, Love2Mix - pomarańcza i chilli, Farmona - pokrzywa i łopian
Odżywki: Nivea Long Repear, 
Maski: Biovax Keratyna i Jedwab, Biovax do włosów przetłuszczających się, Biovax do włosów ze skłonnością do wypadania, Love2Mix - pomarańcza i chilli, drożdżowa maska Babuszki Agafii, 
Wcierki: Jantar
Zabezpieczanie końcówek: Jedwab w płynie Green Pharmacy
Płukanki: kawowa
Oleje: Babydream fur mama, oliwa z oliwek, olej arganowy, olej konopny, olej rycynowy, olej łopianowy Green Pharmacy, oliwa z oliwek z dodatkiem papryki chilli
Suplementacja: Skrzypowita


Pielęgnacja: 

Suszenie: staram się go unikać, ewentualnie suszę zimnym nawiewem
Czesanie: na sucho, Tangle Teezer
Spanie w suchych włosach związanych w koczka-ślimaka. Wiązanie włosów na codzień, by uniknąć łamania końcówek

3 komentarze:

  1. Ciekawa metamorfoza, Twoje włosy sporo przeszły, ale widać że obecna pielęgnacja bardzo im służy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dopiero początek pielęgnacji, więc mam nadzieję, że włosy w końcu staną się zdrowe i przestaną tak niemiłosiernie łamać i rozdwajać :)

      Usuń
  2. Dużo eksperymentów kolorowych bylo, w niebieskich pasmach wyglądałaś super. Ale dobrze ze jednak decydujesz sie na naturalnosc

    OdpowiedzUsuń